konkurs II „Chomik Puchatek”
Kinga
Gądek
„Chomik
Puchatek”
Dawno,
dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma głębokimi rzekami, za
siedmioma gęstymi lasami, w małej ładnej chatce na brzegu
Poziomkowej Polanki mieszkała Mamusia z trzema córkami: najstarszą
Gają, średnią Mają i najmłodszą Kają. Wszystkie całymi dniami
ciężko pracowały, żeby mieć z czego żyć. Kilka lat temu
dziewczynki straciły Tatusia. Poszedł rano do lasu po drzewo na
opał i ślad po nim zaginął. Mamusia bardzo długo miała
nadzieję, że Tatuś zabłądził gdzieś w gęstym lesie, ale
nikomu nie udało się go odnaleźć. W końcu wszystkie straciły
nadzieję, że on jeszcze żyje.
Kobiety
hodowały krowę, dzięki której miały mleko, masło i sery. Od kur
codziennie było kilka jajek. Na niewielkim poletku za domem
uprawiały ziemniaki, marchewkę, pietruszkę, ogórki i pomidory.
Z Poziomkowej Polanki latem miały zaś mnóstwo przepysznych,
słodziutkich poziomek. W każdą środę Mamusia pakowała do
koszyków mleko, masło, sery, jajka oraz warzywa i razem z córkami
szła na targ, żeby to sprzedać. Najmłodsza z sióstr w swoim
niosła poziomki, bo wszystko inne było za ciężkie. Kaja
uwielbiała chodzić na targ, bo mogła wtedy kręcić się pomiędzy
handlarzami. Zawsze szła w tę część placu, na którym były
sprzedawane zwierzęta. A to poklepała konika, a to pogłaskała
kotka lub małego pieska, a to pośpiewała razem z kanarkiem
zamkniętym w klatce. Bo Kaja umiała ślicznie śpiewać…
Dziewczynka
bardzo kochała zwierzęta. Kiedyś poprosiła Mamusię o kupno
malutkiego, puchatego chomiczka, który byłby tylko jej i którym by
się opiekowała. Mama odpowiedziała, że jak przyjdzie jesień
i odłożą trochę pieniążków z tego, co sprzedadzą na
targu, to postara się spełnić marzenie córki. Ale gdzie tam do
jesieni! Dopiero zaczynało się lato. Na razie Kai musiał
wystarczyć do przytulania stary, duży, brązowy pies, który
przyplątał się do ich w kilka dni po zniknięciu Tatusia. Mamusia
pozwoliła dziewczynkom zatrzymać go tylko dlatego, że był bardzo
czujny i nikomu obcemu nie pozwolił wejść na podwórko.
Z
pokolenia na pokolenie mieszkańcy wioski przekazywali sobie
informację, iż w okolicznych gęstych lasach mieszka zła
czarownica, która porywa ludzi, aby jej służyli. Nikt nie odważył
się wchodzić do nich głęboko, żeby nie narazić się na
spotkanie z ową wiedźmą. Kaja nie wierzyła jednak w te opowieści.
Uważała, że dorośli straszą w ten sposób dzieci. „Nigdy
nikomu nie zrobiłam nic złego, dlaczego więc czarownica miałaby
mnie skrzywdzić?” – pomyślała dziewczynka.
Pewnego
dnia Kaja wpadła na pomysł, jak zdobyć pieniądze na upragnionego
chomika: „Mamusia pogniewałaby się na mnie, gdybym jej
powiedziała, że chcę iść do lasu po maliny. Ale jeśli dużo ich
nazbieram, to po sprzedaniu owoców na targu będę miała pieniążki
na kupno chomika”. Następnego dnia wstała cichutko ze swojego
łóżeczka, gdy za oknem było jeszcze ciemno. Chciała dotrzeć do
celu tuż po wschodzie słońce, kiedy na krzakach i trawie jest
jeszcze rosa, a nad leśną polaną unosi się delikatna mgła.
Maliny zebrane o tej porze są najsmaczniejsze i dłużej utrzymują
swój smak. Kaja uznała, że jeśli ta cała czarownica rzeczywiście
istnieje, to o tak wczesnej porze pewnie jeszcze śpi, więc nie
spotka jej w lesie.
Kaja
dotarła do leśnej polanki tuż po wschodzie słońca. Wokół
prześlicznie śpiewały ptaki. Dziewczynka zasłuchała się w ich
trele, a po chwili sama zaczęła nucić piosenki jedna po drugiej. Z
najdalszych zakamarków lasu na polankę schodziły się przeróżne
zwierzęta zachwycone ślicznym głosem dziewczynki. Kaja bardzo
szybko uzbierała dwa kosze malin. Nagle ptaki przestały śpiewać,
zwierzęta rozbiegły się w cztery strony świata, a słońce
przesłoniła ciemna chmura. Zaczął wiać wiatr, który szumiał
„Odejdź stąd, odejdź stąd…”. Wokół zrobiło się chłodno
i nieprzyjemnie. W tym momencie przed dziewczynką pojawiła się
kobieta w czarnej sukni, czerwonym płaszczu i niebieskich butach.
Miała długie skołtunione włosy, haczykowaty nos i kurzajkę pod
lewym okiem.
-
Jak ty pięknie śpiewasz! – zachwyciła się nieznajoma.
Kaja
wystraszyła się jej. Już sam wygląd tej kobiety był
przerażający, do tego miała niesamowicie skrzekliwy głos.
-Ty
jesteś tą złą czarownicą, o której opowiadają ludzie w
okolicy… - wyszeptała przerażona dziewczynka.
-
Ludzie naopowiadali Ci jakichś głupot. Jestem bardzo stara i słaba.
Czy myślisz, że mogłabym w takim stanie kogokolwiek skrzywdzić?
Przez takie gadanie nikt mnie nie odwiedza. Ty jesteś pierwszą,
która tu przyszła od bardzo dawna. W dodatku nie uciekłaś na mój
widok. Wyglądasz mi na bardzo miłą i grzeczną dziewczynkę. Do
tego masz tak cudowny głosik! Przedstawię ci propozycję: oddaj mi
go na chwilę, a ja w zamian spełnię jedno twoje życzenie…
Kaja
zawahała się. Z jednej strony bała się tej kobiety, ale z
drugiej… Tak bardzo marzy o chomiku i teraz to pragnienie może
się wreszcie zrealizować!
-
Nie śpiesz się z podjęciem decyzji. Mamy duuużoooo czasu –
powiedziała czarownica.
-
Mam jedno marzenie… Na pewno chodzi pani o mój głos, a nie o nic
innego?- upewniła się Kaja.
-
Tylko o głos- powiedziała starucha. – Mów swoje życzenie, zanim
się rozmyślę!
-
Marzę o chomiku z długim, puszystym futerkiem – powiedziała
Kaja, a w tym momencie ziemia zawirowała, dziewczynka straciła
równowagę i upadła.
Ze
strachu zamknęła oczy. Najchętniej krzyknęłaby, ale nie mogła
wydobyć z siebie głosu. Kiedy otworzyła oczy, zdziwiła się, że
świat stał się nagle taki ogromny. Rozejrzała się wokół.
Drzewa jakieś dziwne … zielone, chude i bardzo wysokie. Nad jej
głową wisi jakaś ogromna, czerwona kula, a przed nią wyrosła
nagle niebieska góra! Nagle Kaja zrozumiała. „O nie!” –
pomyślała. „Te zielone drzewa to trawa, czerwona kula to
poziomka, a niebieska góra jest… butem czarownicy! Ja się
skurczyłam!” Wtem zobaczyła swoje odbicie w kropli rosy. „Ja
jestem… karmelowym, długowłosym chomikiem!” - kiedy Kaja
uświadomiła to sobie, ze łzami w oczach spojrzała na czarownicę.
-
Marzyłaś o puszystym chomiku, więc cię w niego zamieniłam –
dziewczynka usłyszała własny piękny głos w ustach paskudnej
wiedźmy. – A teraz uciekaj stąd zanim dopadnie cię mój kot. No
już! Sio mi stąd!
Przerażona
Kaja biegła przed siebie, ile miała sił w swoich małych nóżkach.
W końcu zmęczona zatrzymała się nad strumyczkiem.
-
Dałaś się oszukać tak samo jak wiele innych osób – dziewczynka
usłyszała czyjś głos.
Rozejrzała
się dokoła, ale nie zobaczyła nikogo oprócz dużego pająka
opuszczającego się z krzaka maliny w jej stronę.
-
Kiedy czarownica podupada na zdrowiu, krąży po lesie w poszukiwaniu
człowieka. Zawsze obiecuje mu, że spełni jego życzenie, jeśli w
zamian za to ten odda jej na chwilę swój głos, wzrok lub słuch.
Do tej pory jeszcze nikogo nie odczarowała. Ona żyje już kilkaset
lat i nikt nie wie, ile to dla niej chwila – może dziesięć lat,
a może sto… Jeżeli ktoś zażyczył sobie być szczupły i
wysoki, to zamieniała go w drzewo. Gdy chciał być mądry –
przemieniała go w sowę, która jest zawsze kojarzona z mądrością.
Jeżeli ktoś chciał budzić w innych strach, nadawała mu postać
pająka… jak mnie…
Teraz
Kaja zrozumiała, kto do niej mówi.
-
Wiem, że czarownica zabrała ci głos. Ludzki głos. Teraz jednak
jesteś zwierzęciem, więc możesz znowu mówić. Niestety,
zrozumieją cię tylko inne zwierzęta, ludzie nie. Za to ty nadal
ich rozumiesz, a do tego rozumiesz też nas.
-
Ja nie chcę być chomikiem!!! – rozpłakała się Kaja. – Czemu
nie posłuchałam Mamusi? Czemu?!
-
Nie obwiniaj się. Mój dziadek był czarodziejem. Nauczył mnie
wielu zaklęć. Na łożu śmierci ostrzegał mnie przed tą
baba-jagą. Prosił, bym na siebie uważał, ale to nic nie dało.
Jestem synem króla Truskawkowej Krainy. Pewnego dnia wybrałem się
na konną przejażdżkę. W lesie natknąłem się na czarownicę.
uśpiła moją czujność tym, że była bardzo miła. Obiecała
spełnić me życzenie w zamian za włosy. „Cóż” – pomyślałem
– „Jestem młody, włosy szybko mi odrosną”. I zgodziłem się.
W zamian poprosiłem, aby ludzie, patrząc na mnie, bali się mnie i
odwracali głowy… Reszty możesz się domyślić. Zostałem
zamieniony w pająka. Ludzie rzeczywiście boją się mnie i
odwracają głowy, ale nie z szacunku, tylko z obrzydzenia…
-
I nie ma dla nas żadnego ratunku? – zapytała Kaja.
-
Noo… w sumie jest… Znam zaklęcie, które unicestwi Czarownicę.
-
Świetnie! – ucieszyła się dziewczynka. – Szybko, wypowiedz je,
to znów staniemy się ludźmi!
-
W porządku! Już się robi! – pająk zmienił głos. – Czy ty
myślisz, że gdyby to było takie proste, to ja przez kilka
ostatnich lat żyłbym w skórze pająka? Codziennie mył osiem nóg,
na śniadanie zajadał się ohydnymi muchami? Czy w kółko tkałbym
swą pajęczą sieć, bo ciągle coś ją niszczy?!Naprawdę, świetna
perspektywa na resztę życia!
-
Nie rozumiem… więc znasz to zaklęcie czy nie?
-
Znam. Jest tylko jeden mały problemik. To czarownica sama musi
wypowiedzieć je, ale jak ja mam ją do tego namówić?
-
Gdybym tylko mogła w jakiś sposób wrócić do domu… Siostry na
pewno by mi pomogły.
-
Ciekawe ja?
-
Jeszcze nie wiem, ale w drodze powrotnej na pewno coś wymyślę.
Musisz iść ze mną, w końcu znasz zaklęcie.
Droga
powrotna zajęła im trzy dni i trzy noce. Ledwo żywi dotarli do
Poziomkowej Polanki. Kaja ucieszyła się na widok sióstr i Mamusi,
ale te nawet nie zwróciły uwagi na karmelowego chomika. Były
smutne, bo ich najmłodsza siostrzyczka i córka zaginęła. Bały
się, że stało się jej coś złego. Kaja i pająk usiedli w cieniu
na podwórku, zastanawiając się, w jaki sposób zasygnalizować
powrót. Gdy tak rozmyślali, podszedł do nich pies, obwąchał,
zamerdał ogonem i przemówił, patrząc na chomika:
-
Ty jesteś Kaja!
-
Skąd wiesz? Przecież od kilku lat pilnujesz domu mojej mamusi i nie
wychodzisz poza podwórko.
-
Nie poznajesz mojego głosu, nie pamiętasz mnie… - smutno
zaskomlał pies. – Jestem twoim Tatusiem. Wiele lat temu, kiedy
poszedłem po drzewo do lasu, spotkałem czarownicę. Obiecała mi,
że jeśli na chwilę dam jej moją siłę, ona spełni życzenie.
Pragnąłem być jeszcze lepszym opiekunem dla was. Chciałem,
żebyście czuły się bezpieczne, no i zostałem zamieniony w
kundla… Nie wiem, czy pamiętasz, ale w kilka dni po moim wyjściu
do lasu w waszym domu pojawił się pies…, czyli ja.
-
Och, mój kochany Tatusiu! – Kaja przytuliła się do niego i
zapłakała ze szczęścia.
Opowiedziała
ojcu swoją historię.
-
Całe szczęście, że nie marzyłaś o żółwiu, bo wtedy droga
powrotna zajęłaby ci trzy lata…- zauważył.
W
tym momencie na podwórko wyszła Maja. Zobaczyła chomika, który
przytulał się do łapy ich pieska. Zawołała resztę domowników,
którzy nie wiedzieli, co o tym myśleć. W końcu Gaja powiedziała,
że Kaja tak bardzo marzyła o chomiku, więc niech on zostanie.
Kiedy siostra wróci, na pewno się ucieszy. Dziewczynki dały
chomikowi na imię Puszek. Koło psiej budy położyły małe
tekturowe pudełko, w którym mógł spać, a do miseczki nasypały
pszenicy.
Kilka
kolejnych dni psu, chomikowi i pająkowi zajęło obmyślenie planu,
jak zmusić czarownicę do wypowiedzenia zaklęcia. W końcu Kaja
wykrzyknęła:
-
Wiem! Tatusiu! Musisz sprowadzić Maję na tył naszego domu. Ty,
pajączku, swoją siecią zrobisz napis. Siostra odczyta, kim
jesteśmy i co się nam przydarzyło.
Jak
postanowili, tak zrobili. Tatuś pobiegł do stajni, gdzie średnia
córka kończyła właśnie doić krowę. W swój psi pysk wziął
delikatnie jej dłoń i zaprowadził na tył domu. Maja krzyknęła
przerażona na widok pajęczyny układającej się w litery.
Wzruszenie odebrało jej głos.
Na
ścianie zapisano za pomocą pajęczyny misterny plan…Otóż pająk
powinien nauczyć Maję kilku nieszkodliwych zaklęć. Potem
dziewczyna poszłaby do lasu we wskazane miejsce. Miałaby zrywać
kwiaty, śpiewając przy tym najpiękniej, jak umie. Gdy pojawiłaby
się czarownica, to poprosiłaby ją o pomoc w wydobyciu
rzekomego skarbu. Powiedziałaby, że sama jest początkującą
wiedźmą i na dowód zmieniłaby zeschniętą trawę w drzewo, suchy
liść w piękny kwiatek, a złamaną gałązkę w krzak malin.
Wmówiłaby czarownicy, że skarb ukryty jest głęboko w ziemi i aby
go wydobyć, trzeba wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie. Mogłaby to
jednak zrobić jedynie doświadczona czarodziejka, bo ona- Maja
dopiero się uczy i czar rzucony przez nią nie zadziała. W zamian
za ofiarowaną pomoc zaproponowałaby, iż sama weźmie jedynie dzban
złota i diamentów, a 12 skrzyń pełnych kosztowności odda
wiedźmie. Plan wszystkim się spodobał. Martwili się tylko, czy
czarownica da się oszukać.
Następnego
dnia chomik, pająk i dziewczyna wyruszyli do lasu. Tatuś – pies
został, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Kiedy dotarli do polanki na
środku lasu, zwierzątka schowały się pod krzakiem malin, a Maja
zaczęła śpiewać tak samo ślicznie jak jej siostra. Po chwili
ptaki w lesie uciszyły się, zwierzęta rozbiegły na cztery strony
świata, a słońce przesłoniła ciemna chmura. Przed dziewczyną
stanęła czarownica… I wszystko rozegrało się tak, jak
przewidziała to Kaja.
-
Musimy zaufać sobie wzajemnie – oznajmiła starucha po wysłuchaniu
prośby i przebiegle mrużąc oczy, dodała: – Zrobimy tak..
ponieważ jestem już stara, mogę przekręcić słowa zaklęcia. Dla
pewności napisz mi je na kartce, a ja je przeczytam na głos.
Oczywiście, kiedy znajdziemy skarb, podzielimy się nim.
Maja
zrobiła tak, jak poprosiła ją o to czarownica. Podała jej kartkę
z zaklęciem i w tym momencie…zamieniła się w… złotego
kanarka! Przerażona odleciała na najbliższą gałązkę. „Jak
to?” – pomyślała- „Ona mnie oszukała! Nie udało mi się
uratować ani młodszej siostrzyczki, ani Tatusia, ani królewicza!”.
Tymczasem
chciwa czarownica zaśmiała się szyderczo.
-
Głupia!- krzyknęła w stronę kanarka. – Po co mam się z tobą
dzielić skarbem, skoro mogę mieć wszystko dla siebie!
I
pewna swego zaczęła czytać zaklęcia z kartki: „Aklam maklam
pakalaklam! Stratlam watlam nubalatlam! Zatlam batlam kubalatlam!”.
Kiedy skończyła wypowiadać te słowa, w lesie zerwał się wicher,
drzewa przeraźliwie zajęczały, a potok spienił się, jakby ktoś
wlał do niego bańki mydlane. W tym momencie wiedźma krzyknęła
przeraźliwie: „Nieeee…!” i zmieniła się w deszczową chmurę,
z której natychmiast spadł deszcz. Wyparował on szybko z ziemi,
zamieniając się w obłok, po czym znowu spadł na glebę… i tak
w nieskończoność baba-jaga cierpi za swoje niegodne
zachowanie.
Czar
prysnął- zwierzęta zmieniły się w ludzi, którzy szczęśliwi
wrócili do swoich domów. Mamusia popłakała się ze szczęścia,
kiedy do domu przybyły córki:
-
Kochane dziewczyny! Zobaczcie, Tatuś się znalazł! Znowu wszyscy
jesteśmy razem.
Okazało
się – jak to w baśniach bywa - że siostry przywiózł do domu
królewicz na swoim pięknym koniu. Kiedy zobaczył najstarszą, od
razu zakochał się w niej. Trzy miesiące później poprosił
Mamusię i Tatusia o jej rękę. Wesele trwało tydzień, zaś
goście świetnie się bawili.
Po
ślubie Gaja przekonała swoje siostry i rodziców, aby zamieszkali z
nią na zamku. Od tamtej pory wszyscy żyją w dostatku, długo i
szczęśliwie, a Kaja w końcu otrzymała swojego wymarzonego
chomika.


Komentarze
Prześlij komentarz